Paralaksa tła

Francesco – makarony, chleb i tropiciele smaku

Tu'gether
Tu’gether Sopot- Nowy szef, nowe dania.
27 listopada 2016

Jakiś czas temu pisaliśmy o naszym „pizzowym” gdyńskim odkryciu. Oczywiście myślę o Francesco, gdzie zjedliśmy przepyszne pizze, z doskonałym ciastem i oryginalnymi włoskimi składnikami. Zachwycaliśmy się niebanalnymi kompozycjami, charyzmatycznym i pełnym pomysłów Paolo, który z taką pasją wypieka kolejne placki, że zdecydowanie chce się tutaj wracać. Wiem też, że i Wy pokochaliście tę niewielką pizzerię, bo często piszecie do nas, chwalicie i relacjonujecie, że wciąż jest bardzo dobrze. Ostatnio dostałam kilka wiadomości, że rewelacyjne są tutaj także makarony. No właśnie, bo przez ponad trzy lata prowadzenia tego bloga zebrała się już poważna ilość tropicieli dobrych smaków, z którymi często wymieniam wiadomości o trójmiejskich nowościach, dobrych i rozczarowujących smakach. Przy okazji dziękuję wszystkim i każdemu z osobna. Wasz wkład jest bezcenny :*  A te często chwalone makarony postanowiliśmy sprawdzić i dzielimy się naszymi wrażeniami. 

Spróbowaliśmy trzech połączeń i zakochaliśmy się na zabój. Pierwsza i absolutnie genialna kompozycja to makaron Paccheri w sosie boscaiola (wolno gotowany sos grzybowy z dodatkiem czosnku, białego wina, szalotek i pieprzu) z dodatkiem domowej kiełbasy salsiccia oraz parmezanu (28zł). Piękne danie pełne głębokiego smaku. Na szczególną uwagę zasługuje wysoka jakość makaronu i jego perfekcyjny czas gotowania. Aż chce się krzyknąć Mamma mia! Jakie to dobre!

 

Spróbowaliśmy także delikatnej wersji z soczystymi całkiem sporymi krewetkami, cukinią i śmietanowym, aromatycznym sosem. Oraz bardziej charakterny makaron Casarecce, z odrobiną pikanterii, z salssicią, włoskimi pomidorami, gorgonzolą parmezanem i rukolą. Wszystkie Pyszne! Niebanalne! Zadziwiające! Oryginalne! O takich smakach trzeba mówić głośno i polecać je innym. Dotychczas makarony w tym lokalu serwowano tylko w środy, a jak tłumaczy obsługa od maja mają być od poniedziałku do piątku. Co wcześniej mi umknęło to fakt, że wypieka się w tym lokalu chleb.

 

W karcie dań zaobserwowaliśmy także kilka pizzowych nowości, więc następnego dnia wracamy, aby spróbować i tego dobra. Jest Nduja (21zł), z bardzo pikantną podwędzaną, miękką włoską kiełbasą z okolic regionu Kalabrii. Już pierwszy rzut oka na pizzę i wiemy, że będzie ostro. Ziarenka papryki peperoncino widać i przede wszystkim czuć w każdym kęsie. Pizza wyrazista, oryginalna i uzależniająca. Dla prawdziwych twardzieli i twardzielek, dla których ekscytujące, mocne doznania na podniebieniu to chleb powszedni.

 

Po drugiej stronie pizzowej mocy znaleźliśmy placek o osobliwej i nad wyraz adekwatnej nazwie Mimosa (22zł). To pizza delikatna, wręcz momentami słodkawa, dzięki włoskiej śmietanie, specjalnie redukowanej w wysokich temperaturach. W Neapolu jest ona bardzo popularna na pizzy, czego nie można powiedzieć o polskich pizzeriach, więc niezła nowość. Zjedliśmy Mimosę z szynką cotto, mozzarellą i kukurydzą (jedyny przypadek, kiedy Włosi dodają kukurydzę do pizzy). Szczerze mówiąc takiego zestawienia smaków jeszcze nie jedliśmy. Polecamy Wam, bo to naprawdę ciekawe doznanie. 

 

Spróbowaliśmy też specjalnej wersji margherity z wypełnionymi ricottą rantami (25zł). No i klops, o ile pozostawiane ranty były, jak dotąd, wymówką i usprawiedliwieniem, bo przecież nie zjadaliśmy całej pizzy, co najwyżej środeczek. Tak teraz i ranty zjada się z przyjemnością. Rozpusta nie ma co, a dupa rośnie 🙂


We Francesco jest niezmiennie pysznie, składniki z górnej półki, a makarony wprowadzają nową jakość do tego miejsca. Uwielbiam takie smaczne powroty.

 

Zobacz także recenzję Francesco

Udostępnij, polub na Facebooku, pokaż nam, że to co robimy ma sens! Dzięki :-)

 

Pin It on Pinterest

Podziel się