Tu'gether
Tu’gether
23 listopada 2015
W Ogrodach
W ogrodach
1 listopada 2015

Lobster

DSC_9484

Gdy na dworze wieje wiatr, który wręcz urywa głowę, a z nieba sączy się nieprzyjemna mżawka, ma się ochotę na ciepły koc, błogie lenistwo albo na przepyszny obiad w ciekawej restauracji. Nie trudno zgadnąć, że my wybraliśmy tę ostatnią opcję. Pojechaliśmy do gdańskiego Lobstera, w którym w niedzielne wczesne południe nie było, nie licząc obsługi i homarów, żywego ducha.

Restauracja jest ładna, przytulna, bardzo czysta. Tuż przy barze stoi homarium, a w nim ogromne skorupiaki i świeże ostrygi. W każdym razie jest na co popatrzeć, gdy czeka się na kolejne dania. Plusem była nienachalna i relaksująca muzyka, która wypełniała to przyjemne wnętrze.

W karcie oprócz potraw, które są już klasykami w trójmiejskich restauracjach, na szczęście znalazły się także potrawy oryginalne i dość ciekawe. Jest oczywiście homar, którego tym razem nie zamówiliśmy. Wiedzieliśmy, że gdy zjemy ponad kilogram skorupiaka nie będziemy w stanie spróbować niczego więcej. A na pewno szkoda byłoby zostawić go na talerzu, bo to wcale nie jest tania przyjemność. Sto gramów kosztuje 28zł(homar atlantycki) lub 38zł(homar europejski). Szkoda, że nie można skosztować połowy.

Zamówiliśmy:

  • – Krem z cukinii(10zł);

  • – Sałatka z ukleją(24zł);

  • – Półgęsek(15zł);

  • – Żabnica z grillowanymi warzywami i owocami(54zł);

  • – Polik wołowy z ziemniakami i glazurowanymi warzywami(49zł);

  • – Karmelizowany banan z toffi, ciastem maślanym, bitą śmietaną(15zł);

  • – Czerwone wino(50zł/but.).

Być może zaszła pomyłka i zamiast kremu z cukinii, który zamówiliśmy, na nasz stół trafił krem z brokułów (również w ofercie restauracji). Owszem zupa całkiem smaczna, gęsta, delikatna, lekko słodka, dominował specyficzny aromat brokułów, a i zielone maleńkie kawałeczki świadczyły o tym, że właśnie to warzywo stanowiło główny składnik zupy.

Półgęsek podano ze sproszkowanym razowym chlebem, oraz przyjemnie współgrającą ze wszystkim słodko kwaśną konfiturą.  Sam półgęsek doskonały, wybitny, ale nie wiem kogo za ten wyrób chwalić? Bo niestety nie zapytaliśmy, czy szef kuchni sam przyrządził ten frykas, czy też został kupiony u jakiegoś lokalnego dostawcy.

Kolejna przystawka, która nas zaciekawiła to sałatka z chrupiącą ukleją, która nie jest zbyt popularna w trójmiejskich restauracjach. Ryba smaczna, faktycznie chrupiąca na zewnątrz. Dość przyjemne, ale nieidealne było pietruszkowe puree, któremu brakowało wyrazistości. Generalnie całość pozbawiona przypraw, bez soli, bez pieprzu. Nie przepadam za doprawianiem sobie dań w restauracji. W moim przekonaniu powinny być tak przygotowane, aby sprostały wymaganiom gości.

Żabnica to ryba, której nie zjemy w wielu lokalach. Być może dlatego, że jest o wiele droższa od popularnego łososia, czy dorsza. To także chyba najbrzydsza ryba, jaka żyje w głębinach. Na szczęście nie podawana jest w całości, tylko w filetach, więc jej wizualność nie stanowi problemu. Jednak talerz, który dostaliśmy w Lobsterze, niestety nie zachwycił. Sama ryba była bez zarzutu, soczysta, z delikatną, dobrze doprawioną i cieniutką panierką. Niestety dodatki były totalnie nietrafione. Niemiłosiernie twarda pietruszka i marchewka, nie dość dobrze ugrillowane plastry cukinii. I te owoce… pokrojone plastry ananasa i kawałki melona. Cóż, może i  podkręcały smak ryby, ale zostały podane w niewątpliwie prymitywny sposób. Koncepcją tego dania z pewnością wymaga dopracowania bo żabnica jest na tyle wyszukaną i pyszną rybą, iż wymaga takich samych dodatków albo żadnych jeśli mają być kiepskie.

Policzki wołowe zyskały ostatnio bardzo na popularności, przyrządzane na wiele różnych sposobów i podawane z wieloma często wyszukanymi dodatkami. I to właśnie od niech zacznę, bo nie trudno zauważyć, że te w Lobsterze nie zachwyciły. Były takie same jak w przypadku żabnicy, czyli kiepskie. Oj, trzeba troszkę pomyśleć i kreatywnie podejść do każdej potrawy, bo takie sztampowe rozwiązania tylko zniechęcają gości. Samo mięso miękkie, smaczne, rozpadające się na małe niteczki. Sos niestety był na tyle ciężki, że przytłoczył smak  delikatnego mięsa.

Czytając deserowe propozycje stwierdzamy zgodnie, że zamawiamy ten, który wydaje się być najbardziej słodkim i wybór pada na karmelizowanego banana z toffi, ciastem maślanym, bitą śmietaną i dodatkiem irish cream’u. Istna bomba kaloryczna. Zasłodziliśmy się okrutnie, jest to deser tylko dla tych, którzy wyznają zasadę: Im więcej cukru, tym lepiej.

Kuchnia w Lobsterze jest (szukam odpowiedniego słowa i przychodzi mi na myśl jedno określenie) dziwna. Całkiem prawdopodobne, że szef kuchni się na mnie obrazi, ale jak już zapewne wiecie zawsze piszę szczerze. Z jednej strony ciekawe produkty, których nie znajdziemy nigdzie w Trójmieście, z drugiej strony nieprzemyślane ich przygotowanie i te dodatki, które może i sezonowe, jednakże dość ubogie w formie. Swoją drogą wszelkie kwiatki, bratki, płatki popularne były jakiś czas temu, a teraz kojarzą się (przynajmniej mi) z brakiem kreatywności. Radzę przede wszystkim skupić się na odpowiednim przygotowaniu potraw, a nie na ich dekorowaniu, skądinąd, przecudnej urody kolorowymi kwiatuszkami.

I, żeby nie kończyć pesymistycznymi wywodami, słów kilka należy się panu, który z ogromną gracją, zaangażowaniem, z zachowaniem wszelkich zasad sztuki kelnerskiej zmagał się z naszymi oczekiwaniami. Brawa, i to gromkie.

Udostępnij, polub na Facebooku, pokaż nam, że to co robimy ma sens! Dzięki :-)

Lobster
3.6 Ocena Testsmaku
3.9 Ocena Gości (3 głosy)
Ilość ocen: .
Sortuj:

Jako pierwszy oceń to miejsce

User Avatar
{{{review.rating_comment | nl2br}}}

Pokaż więcej ocen
{{ pageNumber+1 }}
.

Przydatne info

 

Pin It on Pinterest

Podziel się