Paralaksa tła
Santorini
Santorini – grecka klasyka w sercu Gdyni
13 lipca 2017
Mnie to Rybka
Mnie to Rybka – smacznie i z pomysłem!
22 czerwca 2017

No nareszcie! Można by powiedzieć. Gdańsk doczekał się otwarcia na miarę słowa rewelacja! Udaliśmy się do nowej restauracji już w 3 dniu od otwarcia. Z jakimś standardowym zestawem oczekiwań. Ok kuchnia tajska, czyli to, co obecnie jest w Trójmieście dość modne. Oczekiwaliśmy potraw, które przewijają się w każdej knajpie z orientalną kuchnią. A okazało się, że każde kolejne zamówione danie było absolutnym zaskoczeniem, nieoczywistym zaprzeczeniem wszystkiego, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić w rodzimych azjatyckich restauracjach. Kocham takie perełki, takie pozytywne zaskoczenia i te powiększające się oczy po każdym kolejnym kęsie. Reakcje niezwykle rzadkie na naszej trójmiejskiej ziemi, ale jak widać M O Ż L I W E !!!

Pierwsze wrażenie na temat wystroju nie jest jakimś zachwycającym WOW. Białe, czyściutkie ściany, jasnobrązowe meble, w centralnym punkcie lokalu dominuje spora, żywa ściana. I właśnie dopiero po zakończonej kolacji prostota tego wystroju staje się tak oczywista. Minimalistyczne wnętrze i nastrojowa muzyka uspokajają i koją wszystkie zmysły. Wyciszają je, aby wyostrzyć ten najważniejszy…smak. Nic nie powinno rozpraszać uwagi i skupienia nad kolejnymi genialnymi propozycjami szefa kuchni. Dlatego też dość wyjątkowo najpierw napiszę o tym, co zjedliśmy, a później kilka słów na temat karty dań oraz szefa kuchni właśnie.

 

Pierwsza przystawka i od razu wielkie pozytywne uderzenie. Chrupiące kalmary w cieście ryżowym (19zł). Jezu, jakie to było dobre. Miękkie mięso, niebywale cieniutkie, nietłuste ciasto, a do tego słodki sos imbirowy z dodatkiem czosnku. Porcja spora, jak na przystawkę, ale nie przeszkodziło mi to w zjedzeniu całości 😉 Kalmary to pozycja obowiązkowa z menu Ryżu.

 

Zresztą podobnie jak kolejna przystawka. Jestem przekonana w 100%, że nigdzie dotąd takiego zestawienia smaków i składników jeszcze nie jedliście. Wędzony w bananowcu łosoś jurajski (19zł) z dodatkiem pasty z galangala, ogórka, kolendry, chilli, cukru palmowego, a to wszystko na liściu betelu. Konsumowane osobno składniki smakują rewelacyjnie, ale dopiero po zawinięciu zawartości liścia w paczuszkę i przyjęcie wszystkiego na raz wyzwala eksplozję smaków. Brzmi niecodziennie i tak też smakowało. Orzeźwiająco, bardzo aromatycznie, zaskakująco. Petarda i tyle.

 

No powiem Wam, że jak dotąd jestem w pełni oszołomiona i mam ogromną ochotę na kolejne przygody.  Zamówiliśmy zupę, która owszem jest prawie w każdej karcie azjatyckiej restauracji – zupa wonton (21zł/mała porcja), ale jeśli przystawki były tak zachwycające, to jaka musi być ta zupa?! Ach, ach, ach…bogaty, złożony smak bulionu, z wyrazistym smakiem kolendry, a do tego wybitne wontony z bardzo aromatycznym mięsem. Do tego wszystkiego świetny makaron i znów wrażenia bardzo pozytywne.

 

Kusił mnie klasyczny pad thai, któraś z propozycji curry, ale w sumie zamówiliśmy te kombinacje dań głównych, które były zdecydowanie najbardziej autorskie i oryginalne. Ryż z woka z krewetkami i chrupiącą golonką (39zł). Cóż majstersztyk! Tutaj każdy detal, składnik od kolendry po sos ostrygowy pasował wybitnie. Cieniutkie plasterki podsmażonego czosnku, orzeszki arachidowe, świeży ogórek to kontrapunkty dla idealnie ugotowanego, delikatnie pikantnego ryżu. Oczywiste jest, że krewetki to pierwsza klasa i ich soczystość była bez zarzutu, a posiekana drobno golonka była rewelacyjnie przygotowana i podkręcała smaki w sposób genialny!

 

Kolejne potrawa to absolutnie porcja na meeeega duży głód, sześć sporych i doskonale miękkich, rozpadających się plastrów wołowiny (46zł) z fermentowanym ryżem. Niebywała feeria smaków. Od słodkich, po kwaśne, pikantne, lekko słone, kolendrowe. Sos bardzo klarowny o bezbłędnym aromacie. Całość niewyobrażalnie pyszna. To pozycja obowiązkowa. Chociaż biorąc pod uwagę takie możliwości szefa kuchni każda kolejna propozycja będzie strzałem w dziesiątkę.

 

Już było ciężko, już dyszeliśmy ostatkiem sił, ale na deser musieliśmy znaleźć chociażby szczelinkę. I, jak się chwilę później okazało, było warto. Czarny kleisty ryż (23zł) z nad wyraz pysznymi lodami z cukru palmowego i kawałkami słodkiego, świeżego mango. Niby tajska klasyka, ale zmiany w recepturze wywołały kolejne zaskoczenie. Całość rześka, nieobciążająca, bardzo subtelna.

 

Jeszcze jedna, krótka wizyta w porze lunchu, podczas której zamówiliśmy kaczkę na chrupko z cukrem palmowym, tamaryndem oraz świeżymi ziołami (49zł). Pomimo, że danie to może nie prezentuje się jakoś fenomenalnie, to kompozycja smaków powala! Soczyste w środku, chrupkie na zewnątrz kacze uda z dodatkiem pysznych ziół, wśród których znalazł się między innymi korzeń i kwiaty kolendry. Całość to bardzo harmonijny wielowątkowy smak. Dodatek genialnego słonawo – słodkiego sosu rybnego to już przysłowiowa wisienka na torcie. Kolejne oczywiście nieoczywiste zaskoczenie.

 

 

Jeżeli chodzi o kartę dań to trzeba przyznać, że jest niebywale ciekawa i świetnie skomponowana, idealny podział wraz z wyróżnieniem tych dań, które kuchnia poleca najbardziej. To kuchnia tajska, ale w nowym, autorskim wydaniu. Jest kilka klasycznych dań, których my nie spróbowaliśmy, ale spodziewam się, że te propozycje także nie są sztampowe i skrywają trochę zaskoczenia. Bardzo ważnym jest fakt, że wszystkie składniki dań wykonuje się tutaj od podstaw, sosy, pasty, marynaty. Składniki takie jak chrupka golonka, pręga wołowa, czy wspomniane wyżej kacze uda, to powolny i nieprosty proces przegotowania.

Tuż po zakończeniu naszej pierwszej wizyty zaczęliśmy pilnie szukać informacji kto za tym wszystkim stoi. Okazało się, że to Piotr Żelich. Człowiek, który długi czas spędził w Sydney i współpracował z ikonami tajskiej kuchni na wschodniej półkuli, takimi jak David Thompson czy Martin Boetz. Pan Piotr pracował w topowych restauracjach z listy S.Pellegrino The World’s 50 Best Restaurants. Po powrocie do Polski był szefem kuchni w Hotelu Gdańsk, a teraz robi w restauracji Ryż to, co kocha najbardziej, czyli bezkompromisową, twórczą, tajską kuchnię. I uwierzcie mi, bardzo czekałam na takie miejsce. Bo oto w końcu pojawiła się w Gdańsku ciekawa, zaskakująca restauracja, w której jest wszystko oprócz nudy i powtarzalności. Widać i czuć, że szefowi kuchni zależy przede wszystkim na kreowaniu smaku, a nie na bezmyślnym odtwarzaniu tego, co znane i bezpieczne.  Zaangażowanie, pasję oraz niezwykłe umiejętności szefa kuchni i właściciela w jednej osobie czuć już od pierwszego kęsa. Brawa za odwagę, za swobodę i za fenomenalny jakże spójny koncept. Życzę sobie i wszystkim kochającym wspaniałe smaki, aby takich miejsc powstawało coraz więcej. Wielka piątka!

RachunekRachunek
RachunekRachunek

Udostępnij, polub na Facebooku, pokaż nam, że to co robimy ma sens! Dzięki :-)

Ryż – bezkompromisowa kuchnia tajska
5 Ocena Testsmaku
4.8 Ocena Gości (7 głosy)
Ilość ocen: .
Sortuj:

Jako pierwszy oceń to miejsce

User Avatar
{{{review.rating_comment | nl2br}}}

Pokaż więcej ocen
{{ pageNumber+1 }}
.

Przydatne info

 

Pin It on Pinterest

Podziel się