La Cucina
La Cucina
8 lutego 2015
Bliżej
Bliżej
5 stycznia 2015

J akiś czas temu z listy pięciu restauracji, w której serwuje się tak zwaną kuchnię autorską wybraliście, do odwiedzenia przez nas, gdyńską Sztuczkę. Szczerze mówiąc trochę to trwało zanim pokosztowaliśmy dań szefa Rafała Wałęsy. Jakoś tak się złożyło, że nie było czasu – zwariowany okres przedświąteczny…Nasze postanowienie noworoczne brzmi: „Pisać, pisać i jeszcze raz pisać. I fotografować, oczywiście:) Mamy nadzieję, że wytrwamy i zaowocuje to mnóstwem ciekawych recenzji. Do rzeczy…

Sztuczka to mała restauracja zlokalizowana trochę w ukryciu miejskiego parkingu przy ulicy Władysława IV. Zmieści się w niej 35 osób. Jednak nie poczytuję tego za wadę. Dzięki takiemu niewielkiemu wnętrzu restauracja zyskuje niepowtarzalny kameralny klimat. Wystrój nie jest spektakularny. Nie stworzono w Sztuczce nadętego, pełnego przepychu wnętrza. Jest skromnie, estetycznie, elegancko. Po wejściu do restauracji nie czujemy się jak w pałacu, z którego najchętniej byśmy wyszli. Jest przyjemnie i zachęcająco.

 

M enu jest krótkie, ale to akurat nas nie dziwi. Ceny, jak na tego typu restaurację, nie są wygórowane. W wielu innych lokalach, o niższym standardzie życzą sobie o wiele więcej za dania, które często okazują się być niejadalnym „byle czym”. I tak za przystawki zapłacimy od 25zł do 36zł, za zupy 16zł – 18zł, dania główne 39zł-68zł, a każdy deser kosztuje 18zł. Wszystkie potrawy to same zaskakujące połączenia, stworzone z wyszukanych i najwyższej jakości składników. Oczywiście według najmodniejszych gastronomicznych trendów.

Świetną propozycją jest oferta lunchowa, która zmienia się w każdy poniedziałek. Lunch można zjeść od poniedziałku do piątku od 12-15, a w sobotę od 13-16. Za trzy dania (przystawka, danie główne i deser) zapłacicie 40zł. Czy to dużo? Co ważne, lunch to zawsze dwie propozycje do wyboru. Zawsze są dwie przystawki, dwa dania główne i dwa desery, więc jeśli tylko wybierzecie się we dwoje można skosztować aż sześciu autorskich połączeń.

Oczywiście, jak przystało na autorska kuchnię, można zdecydować się na menu degustacyjne-7 dań w cenie 150zł, a z odpowiednio dobranym winem 240zł.

My zdecydowaliśmy się na propozycję lunchową oraz na trzy dania z karty. Szczerze mówiąc, mieliśmy ochotę zamówić więcej ciekawych kompozycji, ale przecież nasze żołądki mają ograniczoną pojemność.

Zamówiliśmy :

Lunch:

Przystawki:

  • – tatar z łososia, jajko na miękko, aioli, sałata rzymska

  • – krem z topinamburu, świeży topinambur, sałatka z kopru włoskiego

Dania główne:

  • – polędwiczka wieprzowa, duszona kapusta włoska, chutney jabłkowy, słonina

  • – filet z makreli, risotto grzybowe

Desery:

  • – eton mess, wędzona śliwka, sorbet z wiśni

  • – espuma z orzechów laskowych, lody z popcornem

Z karty:

  • – szafranowe risotto, szyjki rakowe, bisque z szyjek rakowych, chrupki jarmuż(26zł);

  • – zdekonstruowany żurek- mus z zakwasu, emulsja ziemniaczana, boczek, świeża pieczarka, bulion wołowy(18zł);

  • – zdekonstruowane tiramisu – granita espresso, kandyzowane żółtko, puder czekoladowy, kasza manna z amaretto, migdałowe macaronsy (18zł);

  • – kawa latte(10zł);

Z anim zacznę wgłębiać się w szczegóły każdej potrawy, muszę nadmienić, że wszystko, czego próbowaliśmy stanowiło dla nas niesamowitą kulinarną przygodę. Obiad w Sztuczce to była swoista rozkosz dla naszych zmysłów. Ciężko też będzie mi opisać niektóre doznania smakowe, bo to po prostu trzeba przeżyć. Pierwszy raz w życiu zabrakło mi słów, aby oddać to jak smakowały niektóre składniki dań. Cóż…to najlepszy dowód na to, że w Sztuczce spotkacie się z kuchnią zaskakującą i niecodzienną.

Tatar z łososia, jajko na miękko, aioli, sałata rzymska. To tylko z pozoru proste i znane wszystkim połączenie. Wszystko w tej przystawce było idealnie dobrane, wyważone, wyselekcjonowane. Świeży, wysokiej jakości łosoś pokrojony w drobną kostkę i delikatnie przyprawiony, ale tak minimalnie, aby nie zdominować żadną przyprawą smaku ryby. Jajko na miękko ugotowane w punkt. Żółtko lekko płynne, ale nie surowe i niezbyt ścięte. Aioli- sos z delikatnym musztardowo-czosnkowym posmakiem wspaniale dopełnił całość. I majonez (tutejszy wyrób) tak aksamitny, lekki i subtelny, że już chyba nigdy nie zjem tego ordynarnego, octowego pochodzącego ze słoika. Urozmaiceniem dla tejże przystawki było kilka listków chrupiącej sałaty rzymskiej. Pyszne, a i porcja nie należała do najmniejszych.

 

Zupa krem z topinamburu , czyli z warzywa, które wiodło prym w ubiegłym roku i wykorzystywane było przez wszystkich znanych szefów kuchni. Na początek muszę przyznać, że nie spodziewałam się tak dużego talerza. To znaczy dużego talerza może i się spodziewałam, ale z małym zagłębieniem w środku, do którego zmieści się, co najwyżej kilka łyżeczek zupy. W Sztuczce zaskoczyła mnie słuszna porcja kremu, który prezentował się znakomicie, a i smakował wybornie. Słodki, nie za ciężki, delikatny, aksamitny. Charakteru zupie dodała sałatka z kopru włoskiego. Idealnie pokrojonego w bardzo cieniutkie paseczki. Co ciekawe każda kolejna łyżka smakowała inaczej, wyzwalała coraz to nowsze nuty smakowe. Niesamowicie ciekawa propozycja.

 

Do przystawek podano nam koszyczek ciepłego pieczywa i masło. Być może to oklepane i niezbyt wyrafinowane, ale to kolejne pozory. O ile pieczywo niczym się nie wyróżniało, tak masło smakowało genialnie. Puszyste, lekkie, pozostawiające na podniebieniu maślany aksamit. Wiem, być może brzmi infantylnie, ale nie umiem tego inaczej wyrazić. Na pewno nie było to ciężkie, tłuste masło, które obciąża żołądek.

 

D ania główne niczym nie odbiegały od przystawek. Filet z makreli, risotto grzybowe.   Jakiś czas temu jadłam w pewnym lokalu w Gdyni makrelę i (jak zapewne pamiętacie) była to totalna pomyłka, bo ryba okazała się być stara, śmierdząca, niejadalna. W Sztuczce nie zawiodłam się, bo ryba, którą mi podano była najlepszą, jaką jadłam od lat. Świeża, soczysta, doprawiona tak jak lubię, czyli bardzo delikatnie, bez zbędnej paniery, mąki, sztucznych przypraw. I to risotto…, które pachniało lasem. Nie szczędzono na grzybach, które czułam w każdym kęsie. Bajeczne połączenie.

 

Polędwiczka wieprzowa przygotowana metodą Sous vide, czyli gotowana we właściwej temperaturze w opakowaniu próżniowym. Dzięki takiej obróbce mięso zachowuje wszelkie walory smakowe. Taka też była polędwiczka w Sztuczce. Pełna aromatu, niezwykle soczysta, miękka, niesamowicie delikatna. Jak mięsna pianka, która rozpływała się w ustach. Mięsu towarzyszył chutney jabłkowy, czyli gesty, słodki sos, który współgrał z polędwiczką wręcz idealnie. I, co ważne pojawiło się go na talerzu tyle, ile trzeba. Nie zalano nim mięsa, dzięki czemu to właśnie ono, od pierwszego do ostatniego kęsa, było królem. Duszona kapusta włoska miękka, nie przesadzono z obróbką, więc liście nie zmieniły się w papkę. Danie doskonałe w każdym calu.

 

Risotto szafranowe all dente, bardzo delikatne, subtelne. Wyrazu nadawały mu miękkie szyjki rakowe, słona, wyrazista piana i chrupiące, nieprzesuszone listki jarmużu. Połączenie tych wszystkich składników w jednym kęsie to nic innego jak niebywała przyjemność dla naszych kubków smakowych.

 

Propozycja zdekonstruowanego żurku   w karcie tak nas zaciekawiła, że nie mogliśmy go nie spróbować. Na dnie talerza(kolejny już raz naprawdę dużego) położono mus z zakwasu i emulsję ziemniaczaną, a na nich ułożono plasterki świeżej pieczarki i chrupiący boczek. W karafce dostaliśmy wywar wołowy, którym trzeba było zalać całość. Jak smakował ten zdekonstruowany żurek? Zjawiskowo, niecodziennie, oryginalnie, zaskakująco, fenomenalnie, niesamowicie…i mogłabym w sumie tak bez końca, bo taka właśnie była ta zupa. Gładki i delikatny mus z zakwasu, równie subtelna emulsja z ziemniaków w połączeniu z wyrazistym, pełnym aromatu i smaku wywarem wołowym, to nic innego jak wyraz najwyższego kulinarnego kunsztu. Dodatek plasterków chrupiącego boczku to genialny pomysł, który jeszcze wzbogacił ów zdekonstruowany żurek.

 

I desery z lunch menu. Po tak wyrafinowanej uczcie czekaliśmy z ogromnym zniecierpliwieniem na słodkie wariacje tutejszego szefa kuchni. Eton mess, czyli słodki bałagan. Chrupiącą, delikatną bezę połączono z wędzoną śliwką, która miała słodko-wytrawny smak, pachniała dymem i niczym, na szczęście, nie przypominała tej płytkiej w smaku śliwki kalifornijskiej. Sorbet z wiśni doskonały, pełen owocowej słodyczy. Wszystkie smaki przenikały się w każdym kęsie i tworzyły wysublimowaną całość.

 

Espuma z orzechów laskowych, lody z popcornem Espuma, ostatnio często stosowany przez szefów kuchni zamiennik nazwy dla delikatnej, lekkiej, subtelnej pianki. Ta, którą podano nam w Sztuczce, miła wyrazisty smak orzechów laskowych. Lody z popcornem stanowiły wyborne uzupełnienie, już i tak, świetnego smaku. Słodycz lodów mieszała się ze słoną kukurydzą tworząc tym samym zaskakującą, ale jakże smaczną kompozycję.

 

Największym zaskoczeniem z deserów było dla nas zdekonstruowane tiramisu. Wszystkie składniki deseru ułożono obok siebie. Można było je łączyć w dowolny sposób i tym samym tworzyć co rusz nowy wymiar smaku i aromatu. Na talerzu pojawiła się granita espresso, kandyzowane żółtko, puder czekoladowy, kasza manna z amaretto, migdałowe macaronsy. Prawda, że brzmi „zdekonstruowanie”? 😉 Granita – słodycz przypominająca lody lub sorbet. Ważne, aby miała odpowiednią konsystencję, czyli musi być na wpół zamarznięta z kryształkami lodu. Oczywiście granita w Sztuczce właśnie taka była, a i smakowała niecodziennie i oryginalnie, bo aromatyczną kawą espresso. Kandyzowane żółtko to chyba największa niespodzianka w tej wersji tiramisu. Rozlało się po pozostałych składnikach niczym słodka emulsja. Zamiast klasycznego mascarpone użyto kaszy manny, która ani fakturą, ani smakiem nie przypominała tej tradycyjnej wersji.

 

Pojawiło się tylko jedno „ale” twarde macaronsy. Nie wiem, czy takie miały być? I dlaczego były tak twarde? Nam w każdym razie ta twardość przeszkadzała, ale to jedyny minus, który się pojawił w trakcie kosztowania tylu wyrafinowanych potraw.

Nie będę się rozwodzić o latte. Napiszę krótko, zwięźle i na temat: pięknie podana, niesamowicie pyszna, kosztowała 10 zł, a swoją jakością górowała nad tymi kawami, które serwują nam sieciówki i to za o wiele wyższą cenę.

N a uwagę zasługuje nienaganna obsługa. Kelner, który nas obsługiwał to dowód na to, że istnieją jeszcze restauracje, które dbają o to, aby każdy gość poczuł się wyjątkowo. W Sztuczce można przeżyć niezapomnianą kulinarną przygodę, ale też przypomnieć sobie, na czym polega profesjonalna obsługa kelnerska. Imponujące było to z jakim spokojem, zaangażowaniem i gracją zostaliśmy obsłużeni. Nie mamy żadnych, absolutnie żadnych uwag. Brawo.

S ztuczka jest restauracją dla ludzi, którzy docenią wyrafinowane smaki, faktury, połączenia, którzy chcą próbować nowości. Dla których gastronomia nie ogranicza się tylko do napchania brzucha byle czym i byle jak. Sztuczka jest dla tych, którzy umieją docenić starania, pomysłowość i kreatywność. Dla tych, którzy chcą przeżyć kulinarną przygodę ze smakiem.

Udostępnij, polub na Facebooku, pokaż nam, że to co robimy ma sens! Dzięki :-)

Sztuczka
5 Ocena Testsmaku
5 Ocena Gości (4 głosy)
Ilość ocen: .
Sortuj:

Jako pierwszy oceń to miejsce

User Avatar
{{{review.rating_comment | nl2br}}}

Pokaż więcej ocen
{{ pageNumber+1 }}
.

Przydatne info

 

Pin It on Pinterest

Podziel się