Tu’gether Sopot- Nowy szef, nowe dania.

27 listopada 2016
Test trójmiejskich ramenów
Najlepszy Ramen w Trójmieście, Gdańsk, Sopot, Gdynia
15 września 2016
Gault&Millau 2017
Przewodnik Gault&Millau 2017 Trójmiasto
28 listopada 2016

Nie będę siliła się na górnolotne słowa wstępu. Szkoda czasu. I mojego i Waszego. Zwłaszcza, że o Tu’gether pisałam już trzykrotnie. Każdy wie, że to miejsce ze świetną kuchnią, że kocham tutejsze jedzenie od samego początku i nigdy się nie zawiodłam. Zresztą wszyscy, którym polecam tę restaurację, piszą później, że to po prostu petarda i wracają podobnie jak ja, gdy tylko nadarzy się okazja. Zwłaszcza teraz, gdy zmienił się szef kuchni, musiałam pójść i sprawdzić, czy nadal mogę z czystym sumieniem polecać to miejsce.

Zjedliśmy trzydaniowe zwycięskie menu 21 latka Tomka Grota, absolwenta Zespołu Szkół Hotelarsko – Gastronomicznych w Gdyni i nowego szefa kuchni Tu’Gether. Ten set został doceniony podczas Mistrzostw Młodych Kucharzy organizowanych przez żółty przewodnik Gault&Millau oraz Makro.

Na początek na nasz stół trafia drewniana, efektowna deska, a na niej kosteczki delikatnej, stawiającej lekki opór zębom, marynowanej dyni, domowy twaróg, charakterystyczna tapenada z czarnych oliwek, lekko słone masło ze szpinakiem, ciemne, prawdziwe, porządne pieczywo. Z pozoru proste, nieskomplikowane, ale kolejne kęsy dowodzą, że właśnie w tej prostocie tkwi siła i wysublimowanie. Doskonały starter, powinien sprawić, że pomyślisz „no dobra, kulinarna przygoda się właśnie zaczyna”.

Tu'Gether

 

Danie główne to przepięknie podany comber z sarny z ziemniakiem pieczonym w popiele, porem, chipsem ze skorzonery, borowikiem i sosem z dodatkiem octu jabłkowego. Mięso wybitnie miękkie, soczyste, apetycznie zaróżowione i niesamowicie aromatyczne. Dodatki dopełniły tylko ogólny zachwyt i uatrakcyjniły smakowo i wizualnie talerz. Kiedy ostatnio jedliście ziemniaka, który smakuje jak z ogniska w towarzystwie sarniny? No właśnie 🙂

 

Przywykliśmy do tego, że pączki jada się głównie w wersji zazwyczaj przesadnie słodkiej, z lukrem, konfiturą, cukrem pudrem. W Tu’gether nie może być tradycyjnie, w każdym razie nawet przez chwilę nie pomyśleliśmy o tym, że będzie tak jak wszędzie i tak jak zawsze. To jedno z niewielu miejsc w Trójmieście, gdzie liczy się przede wszystkim kreatywność, wiec także w przypadku pączków było oryginalnie i zaskakująco. Słodko – słony smak intryguje, ciekawi i uzależnia. Pączek z domowej ricotty spełnił wszystkie moje deserowe oczekiwania.


Aby móc spróbować praktycznie wszystkiego z karty zdecydowaliśmy się na menu degustacyjne (120 zł). Tym lepszy sprawdzian dla szefa, bo była niedziela i knajpa pełna. Menu degustacyjne składa się z siedmiu dań. Nie są to wielkie porcje, wiadomo to degustacja i to jaka!

Na początek kulki koziego sera otulone migdałami, podane z roszponką, cieniutkimi, chrupiącymi i delikatnie oprószonymi czarnuszką plastrami rzepy, do tego połówki różowych, jeszcze ciepłych winogron kompresowanych w czerwonym winie. Bajkowa potrawa i tyle.

Po niecodziennej wariacji na temat koziego sera przyszedł czas na śledzia i uczciwe przyznaję, że dawno nie jadłam tak dobrego wydania. Mięsisty, dobrze wymoczony, nie za słony i z fantastycznymi dodatkami. Lody o wyważonym smaku buraka i chrzanu, ogórek kiszony, kawior, posypka piernikowa i piklowany soliród. Pysznie!

 

Kolejne dania, to kolejne przygody. Niewielkie kawałki grasicy cielęcej, o idealnie miękkim i różowym środku. Do tego pierożki z rzepy wypełnione aksamitnym musem z kasztanów, dynia, olej pietruszkowy, skorzonera. „Kropką nad i” i jednocześnie elementem scalającym wszystkie te znakomite składniki był wybitnie esencjonalny, nie z słony grzybowy bulion. Cóż…po takich przystawkach moje kubki oszalały i przygotowały się na równie ekscytującą dalszą podróż.

 

Jak usmażyć rybę, abym się w niej zakochała? Właśnie tak jak to zrobiono w Tu’gether. Soczysty środek, chrupiąca, aromatyczna skórka, świetnie dobrane przyprawy. I to jest właśnie przepis na pełen sukces. Troć fiordowa, a do tego tylko z pozoru proste dodatki. Komosa ryżowa, fenkuł, puree z dyni i sos z hibiskusa. Szaleństwo. Nie można inaczej określić moich wrażeń.

 

Comber jagnięcy to często dość kontrowersyjne danie. Dla niektórych mięso może być zbyt surowe. Jednak trzeba trochę zrozumienia tematu, że jagnięcina nie znosi długiej obróbki i przeciągnąć to mięso jest niezwykle łatwo. Musi być różowa, a nawet bardzo różowa, aby zachowała wszelkie swoje walory smakowe. Postawmy sprawę jasno, decydując się na to danie w jakiejkolwiek restauracji jasno określacie  preferencje co do swojej mięsożerności, w innym razie możecie przeżyć chwile grozy :-). Do pięknie różowej i smacznej jagnięciny dobrano bulgur, puree z wędzonej gruszki, żurawinę macerowaną z rozmarynem. Szczerze? Nie mogłam sobie nawet wyobrazić lepszego towarzystwa.

Domowe kiełbaski z jelenia, puree truflowe, zasmażana kapusta sos demi-glace z domieszką jałowca. Krótko mówiąc sztos! Świetna kompozycja, która jest kwintesencją braku nadęcia w tym miejscu. Ziemniaczki, kiełbaska i kapusta ze świetnymi dodatkami. Każdy ze składników jest nietypowo podkręcony.

 

I na koniec siedmiodniowego menu podano nam sernik. Tak, wiem banał. Jednak nie w Tu’gether. Przyznaję się teraz publicznie do pewnej mojej wady. Nie przepadam za słodyczami i, abym się zauroczyła musi być po prostu nieskazitelnie. I…tutaj tak jest. O kolejne kawałki musiałam się wykłócać, bo Michał skutecznie zdobywał kolejne porcje:) Na szczęście były też lody piernikowe, które udało mi się szybko pochłonąć. Co tu więcej pisać, po prostu mistrzostwo i tyle.

 

No dobrze, podsumowując…Kocham Tu’gether. To zawsze moje koło ratunkowe, gdy szukam dla Was pysznych nowości a kolejna sopocka knajpa postanawia nakarmić mnie błotem, a żąda za to garnek złota. Ta restauracja pozostaje niezmiennie doskonale smaczna, oryginalna, nienadęta i nieprzesadnie droga. Na pewno będę ją nadal polecała jako absolutny sopocki pewniak, jeden z najlepszych i bardzo konsekwentnie prowadzony koncept restauracyjny w Trójmieście. Kto wie może, już od poniedziałku będzie można o nich poczytać w nowym przewodniku Gault&Millau 2017? 🙂

Udostępnij, polub na Facebooku, pokaż nam, że to co robimy ma sens! Dzięki :-)

4 Komentarze

  1. Magda pisze:

    Pięknie piszesz Beato, aż ślinka cieknie. Zdradź proszę swój sekret…tak pięknie opisujesz smak sarenki, jagniątka i innych mięs a jesteś wegetarianką. Jak Ty to robisz?

  2. Jorik pisze:

    sorry, ale to sa najmniejsze porcje jakie w zyciu widzialem. totalny przerost formy nad trescia, nigdy tam nie przyjde mimo ze mam 100m

    • Beata pisze:

      To przykre ale omijają Cię wspaniałe smaki 🙂 Mają też lunche za 29 zł więc spróbuj czegoś innego bo pewnie chodzisz tylko do Bursztynka na kilkudniowe „bemarowe” rozkosze.

      • Jorik pisze:

        No tak, bo przecież skoro nie zgadzam się z twoim zdaniem, to na pewno muszę jeść bemarowe żarło. Bo oczywiście człowiek jest gorszy. Dla twojej informacji mieszkam tu tak długo, że jadłem w ponad połowie lokali. Do tugether nie pójdę, bo ja chodzę do knajpy spędzić wieczór i fajnie zjeść. A nie po to żeby reklamować lokal za korzyści/chwalić się zdjęciami pseudo żarcia, bo mi facet postawił ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest

Podziel się